zbliża się nieuchronnie. Napite wilgocią grona oddadzą ją bez zbytniej walki: a to do ust, a to do pojemników. Do fermentacji, na kompot, albo i tak. To nie Toskania, ani nawet zbocza Beaujolais - moje podwórze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mało tego, że bez walki. Oddadzą się z wielką ochotą, wszak o to im idzie właśnie.
OdpowiedzUsuńAlbo uschną, do zimy, do zimy ptakom na żer. Liście jeszcze twardo trzymają się swoich posad. Ale to już tylko łabedzie śpiewy..
OdpowiedzUsuńA jak będą całkiem wysuszone, tak że prawie tylko skórka, to będą robić za słodkie rodzynki w cieście.
OdpowiedzUsuńOj chyba nie będą - brak starej Arabki i gorących asfaltów:))
OdpowiedzUsuńTe są wyjątkowo aromatyczne, kwaśne i co no tylko. Dojrzewają na przełomie lutego
Lutego? To oznacza, że o tej porze można je jeszcze zbierać i się nimi delektować?
OdpowiedzUsuńRaczej nie, pewnie dlatego nie jesteśmy winiarską ppotęgą. Ale ptaszki się delektują, tym co tam jeszcze wisi.
OdpowiedzUsuń